Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

Z czym konkuruje Wiedźmin? I dlaczego ma łatwe zadanie?

Z czym konkuruje Wiedźmin? I dlaczego ma łatwe zadanie?

Czy Dragon Age: Inkwizycja należała do gier open world? Nie. A jednak pośród niezliczonej rzeszy recenzji tego tytułu często padało to określenie. I słusznie. Doszliśmy bowiem do punktu, w którym komputerowy rolplej staje się open worldem niekoniecznie wtedy, gdy jego świat nie zna sztucznych ścian i nie proponuje nawału loading screenów. Dziś open worldem czyni grę konwencja. Pełne inspiracji światami rodem z MMORPG wałęsanie się po przepastnych lokacjach, uzupełnione o inne cechy rozgrywki, które kojarzymy z grami sieciowymi: grind, aktywne poszukiwanie questów.

Open world to dziś właściwie to samo, co big world. To rzucenie gracza do tajemniczego uniwersum połączone z wydaniem mu jednego tylko polecenia: a rób se co chcesz.

Wszystkie drogi prowadzą do…

Jeśli przyjąć tę definicję open worlda, gatunek ten staje się jednocześnie punktem, w którym spotkały się trzy wielkie firmy o ambicjach tworzenia wielkich RPG-ów: Bethesda, BioWare i CD Projekt RED. Każda z nich doszła do tego punktu inną drogą.

Najkonsekwentniejsza w wizji swoich gier od lat była i jest Bethesda. Jej cykl Elder Scrolls ewoluuje, ale jego istota de facto się nie zmienia.

BioWare – przeciwnie – naznaczyło swoje Dragon Age niebywałą niekonsekwencją, ale sukces Skyrima prawdopodobnie utorował drogę Inkwizycji do tego, jaką grą się stała.

I do tego Wiedźmin, wpadający ze skrajności w skrajność. Od klaustrofobii świata w Zabójcy Królów do ambitnej wizji pobicia skyrimowego uniwersum na głowę.

Wszędzie więc w cieniu ten Skyrim. To chyba prawda, że gra ta naznaczyła kierunek rozwoju RPG-ów AAA na lata.

Nasuwa się więc wniosek, że główną konkurencją dla Wieśka są właśnie gry Bethesdy i BioWare’a. Nie jest to wcale takie pewne – gdy wychodził Wiedźmin 2, pracowałem na rynku książki i nasłuchałem się wielu lamentów wydawców literatury, dla których konkurencją i przyczyną spadku sprzedaży było właśnie… dzieło Redów. Dlaczego? Bo zabierało uwagę konsumentów rozrywki. Tak ogólnie. Bo jak ktoś tłucze godzinami utopce Geraltem, to mniejsze prawdopodobieństwo, że starczy mu czasu na książkę.

Prosta robota

Bardzo trudno więc powiedzieć, z czym konkuruje Wiedźmin 3. Jeśli jednak mówimy o rywalizacji w obrębie gatunku, jakim jest zdefiniowany przeze mnie open world RPG, polska gra ma pod pewnymi względami niebywale łatwe zadanie, by pokrewne tytuły odsadzić na odległość okrążenia. I już wyjaśniam, dlaczego.

Zacznę od małej dygresji. Format AAA gry na ogół wymaga doprowadzenia gatunku gry do względnej perfekcji. Toteż gdy patrzę np. na najlepsze shootery, mogę się zastanawiać nad tym, w którym kierunku pójdzie rozwój tego gatunku, ale nie jest łatwo mi wskazać aspekty wybitnej gry tego typu, które ewidentnie będą w najbliższym czasie ulepszane.

To samo z grami akcji TPP. Może mi się w nich coś nie podobać, ale jak się trafi znakomita produkcja reprezentująca ów gatunek, to nie jest tak, że grasz w nią i myślisz sobie “ten aspekt gry ssie, tamten też”. Kluczowe rzeczy są po prostu na topowym poziomie.

Z open worldami jest zupełnie inaczej. Być może wynika to z ogromu interakcji, które ten gatunek zakłada, ale w roku pańskim 2015 grając w klasowego rolpleja można bez najmniejszego problemu wskazać rzeczy, które są zlane, na które nie położono specjalnego nacisku lub które robi się po prostu od lat tak sobie.

Wkraczamy teraz na teren dosyć subiektywny, ale jednak zadam te pytania.
Czy ktoś się naprawdę postarał, by w Dragon Age 3 i Skyrimie questy lśniły swoim blaskiem?
Czy Skyrim (Oblivion w sumie też) podjął w ogóle próbę stworzenia dobrej fabuły?
Czy nie wydaje się wam, że walka w Skyrimie była najwyżej okej?
Czy nie sądzicie, że Dragon Age 3 klasy postaci i walki ugryzło fajnie, ale zupełnie nie wiedziało, jak sobie poradzić z misją gry taktycznej z drużyną?
Czy obie gry poradziły sobie z balansem?

Ja po tych dwóch grach miałem poczucie, że na samo stworzenie open worlda idzie taka para, iż ze 3-4 ważne aspekty rozgrywki są w tym gatunku marginalizowane z definicji. Tak jakby najbardziej hitowe open worldy były z gruntu podatne na słabe punkty i zaniedbane elementy.

Dobrze bawiłem się zarówno przy Skyrimie i Inkwizycji, ale, szczerze mówiąc, uderza mnie to, jak łatwo wyobrazić sobie dużo lepszego open worlda. Pomyślcie choć przez chwilę, czym byłaby gra o wrażeniu epickości jak Skyrim, złożoności jak Inkwizycja, w połączeniu z fantastycznym quest designem, doskonałymi mechanikami i kapitalną fabułą.

Fani gatunków typu shooter czy action TPP nie mają komfortu, by w ten sposób myśleć. Tam szuka się głównie pomysłu na to, jak bardzo dobre uczynić znakomitym. Jak fantastyczne przeistoczyć w next genowe. A w open worldach? Te pytania też oczywiście się zadaje, ale jednocześnie rozwój gatunku polega tu na wyprostowywaniu aspektów gry, które tkwią w marazmie. Co zabawne, bardzo łatwo te elementy wskazać. Quest design. Fabuła. Balans. Walka.

Czy to złudzenie z uwagi na spojrzenie ze strony felietonisty, a nie projektanta takiej gry?

Wydaje mi się, że nie do końca. Wiedźmin ma mega szansę skoczyć z wieloma aspektami w next gen. Ma jednocześnie równie dużą okazję zbudować solidną przewagę konkurencyjną na zrobieniu porządnie tych rzeczy, które open worldy wyraźnie zaniedbały. I jestem pewien, że to zrobi. Pytanie tylko, w jakim stopniu.

Zatem powodzenia, Biały Wilku.

Share this Story
  • http://grotatnik.pl/ Kamil Szkup

    Dobrze wylistowałeś drzwi, których trzecia część Wiedźmina wcale nie musi wyważać, bo… są otwarte. Skyrim (w przeciwieństwie do Morrowind) był fabularną wydmuszką, z kolei dwie najmłodsze odsłony DA zostały przygniecione potęgą staroszkolnej pierwszej części… i tym, że przypominały bardziej jogurty homogeniczne, niż te z kawałkami prawdziwych owoców. Mnie najbardziej ciekawi sztuczna inteligencja w W3, bo jeśli wysoki poziom trudności będzie polegał na tym, że potworków będzie x razy więcej i będą bić y razy dotkliwiej, to będę nieco rozczarowany. Wątpię, żeby ta gra położona została przez fabułę… wierzę w dobry+ design questów, co do balansu i walki – nie mam pojęcia, bo zupełnie zignorowałem jakiekolwiek nagrania ukazujące mechanikę tej gry – za 4h zacznę się przekonywać ;).

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Wait. „przygniecione potęgą staroszkolnej pierwszej części”. Na czym polega ta potęga? Poza przygniatającym ciężarem niespełnionych oczekiwań? :)

      • http://grotatnik.pl/ Kamil Szkup

        Mnie pierwsze DA bardzo przypadło do gustu i było pewnego rodzaju obietnicą. Klimat dark fantasy (pamiętasz te wisielce na początku?), ciekawe walki, w których na najwyższym poziomie trudności należało główkować, zbierać agro, korzystać z przedmiotów itp., świetna muzyka i efekty dźwiękowe… nie podobało Ci się?! :P

        • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

          Zależy co. Klimat mnie zupełnie nie wciągnął, fabuła średnia. Walki ciekawe? Może kilka. Obok tego pierdylion potyczek z hurlokami.

          • http://grotatnik.pl/ Kamil Szkup

            Ja tuż po premierze DA byłem tą grą oczarowany ;). Banalnych potyczek było w tej grze sporo, ale na pewno nie więcej niż w drugiej części ;).

        • bidon

          Ciekawe walki? Jednym godnym przeciwnikiem była matka Morrigan – i to tylko fakultatywnie. Reszta walk oparta na prostym schemacie zaklęć zamieć-burza.

          • http://grotatnik.pl/ Kamil Szkup

            Grałeś na najwyższym poziomie trudności? Sagi BG/IWD bez większego problemu rozcykiwałem na piątym pułapie pokomplikowania, a w DA miałem problemy choćby podczas walki, którą starałem się wybronić Wilkołaki przed Dalijczykami. Być może DA nie było łaskawe dla mojego stylu gry (przeważnie moją główną postacią w grach tego typu jest rogue), ale w porównaniu do łatwych NWN/NWN2 czy do banalnego (pod względem trudności) Skyrim/DA3:I (wiem, że to diametralnie inny gatunek), pierwsze DA jawi(ło) mi się jako gra zajebiście trudna.