Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

To była najgorsza prezentacja Warcrafta w historii. Ale dodatek ma szansę być całkiem dobry.

To była najgorsza prezentacja Warcrafta w historii. Ale dodatek ma szansę być całkiem dobry.

“Lol, to było słabe” – tak brzmiał tego wieczoru mój pierwszy tweet. I gdyby popatrzeć wtedy na pokój, z którego został wysłany, a zwłaszcza na miny osób, z którymi miałem przyjemność oglądać prezentację Blizzarda na Gamescomie, można by rzec, że swą posępnością tyleż emocjonalną, co szczerą, dosyć dobrze oddawał nastrój w grupie, u jednych przybierający formę wyraźnego zawodu, a u innych zmieszania.

Nie dlatego, że wszyscy oczekiwali Eye of Azshara. Nie z uwagi na żadne fanbojstwo. Lecz chyba każdy sądził, że Blizzard zostanie zmuszony do zaanonsowania czegoś naprawdę niesamowitego, bo po prostu jest pod ścianą. Bo musi. Dwa dni po konferencji wyników Activision-Blizzard, kiedy to okazało się, że w WoW-a gra najmniej osób od prawie dziesięciu lat, nie mógł tego spaprać.

A jednak to zrobił. Przynajmniej w Kolonii. Kamera raz za razem robiła sobie przelot po twarzach licznie zgromadzonej na Gamescom widowni i znaczniej częściej zobaczyć można było lica, które zdobiło więcej lekkiego rozczarowania niż zdecydowanego entuzjazmu. Każda z tych osób zapewne spodziewała się czegoś innego, jak nakazuje sądzić wyjątkowo w tym roku duża liczba nieprawdziwych przecieków. Lecz, niezależnie od oczekiwań, chyba wszyscy spodziewali się dużego “bum”. Tymczasem zaczęło się co najwyżej od cichego pierdnięcia. I to nie z gatunku zdradliwego cichacza, po którym zawsze czuć najbardziej.

Co zatem zobaczyliśmy? Ujrzeliśmy kontynent bez wyraźnego charakteru, który wyglądał jak jakaś odświeżona wersja Pandarii. Blizzard jakby „zapomniał” podkreślić wyraźnie, czym Broken Isles są: a są starożytną elficką krainą o niebywałej spuściźnie historycznej, dalece wykraczającej poza misję z Warcrafta 3.

Następnie Blizzard jął w filmie wyliczać ficzery dodatku, które – w przeciwieństwie do tych z poprzednich prezentacji – brzmiały tak, że chyba nikt nie kumał, o co chodzi.  Genialna zwykle marketingowo firma zaserwowała przegląd obrazkowego pustosłowia, które ani nie robiło „wow”, ani nie działało na wyobraźnię. Aż do momentu ogłoszenia demon huntera, co było pierwszym momentem, który naprawdę poderwał salę.

Chwilę potem nie popisał się Alex Afrasiabi, który wprawdzie na początku zaznaczył, że nie jest Chrisem Metzenem, stwarzając sobie tym samym alibi, ale od swojego bardziej charyzmatycznego kolegi postanowił odróżnić się tak radykalnie in minus, że wyglądało to, jakby Bethesda przysłała tu swojego agenta, który ma za zadanie przeciągnąc graczy na stronę TESO. Afrasiabi brzmiał, jakby sam miał poczucie, że to co teraz widzi na widowni, to konsternacja. W przeciwieństwie do Metzena nie umiał jednak przekuć tego momentu, w którym zaskoczeni gracze szukają sobie odpowiedzi w głowach, czy im się to podoba, na spontaniczną myśl “ej, podoba mi się!”. Energia sceniczna na poziomie folii śniadaniowej.

I wtedy właśnie nieomal wysłałem kolejnego tweeta, że jesteśmy świadkami absolutnej kompromitacji. Blizzard zdradzał bowiem kolejne szczegóły, z których wynikało, że Legion będzie dodatkiem nie tylko o legionie, ale też o Azsharze, Sylvanas, vrykulach, Illidanie, tytanach, słowem, o wszystkim, o czym Blizzard mógłby jeszcze zrobić dodatek. Tak jakby wszystkie teorie spiskowe, gdzie poprowadzi nas historia Azeroth, postanowiły się spotkać w jednym punkcie. W World of Warcraft: Legion. Po którym nie będzie już nic. Chyba że imperium murloków.

Na szczęście owego tweeta nie wysłałem. Na szczęście, ponieważ gdy po skończonej transmisji zaczęliśmy sobie na spokojnie oglądać internetową stronę Legionu, stopniowo zaczęło do nas docierać, że to prezentacja była spieprzona, a niekoniecznie tym spieprzonym czymś jest nadchodzący dodatek.

Okazało się, że nie czeka nas “wszystko i nic”, lecz Legion ma swój charakter, a kontynent, na którym się rozegra, nie stanowi zbieraniny wszystkich nieogranych jeszcze tematów. Wyszło na jaw, że nie czeka nas jak na WoW dodatek klimatem mało wyrazisty, lecz Blizzard ma na to jakiś pomysł. Przekonaliśmy się również, że niekoniecznie najlepszym  elementem WoW: Legion jest logo.

Oczywiście trudno w tym momencie popadać w hurraoptymizm i zaryzykować tezę o dodatku, który bezwzględnie dokona niezbędnego przełomu. Szansa na wzrost subów jest, bo dosyć dużo tu efekciarstwa – legendarna nowa klasa, legendarne bronie i gracz w roli legendy, której wszyscy towarzysze będą jak nic od pierwszego questa lizać dupę.

Z drugiej strony, dostajemy w Legionie dużo potencjalnie naprawdę ciekawych ficzerów. To dodatek, którego gameplay’u nie będą dyktowały tryby grania i niebywała ilość kontentu, tylko nowe systemy.

Te systemy, jak i inne zapowiedzi, należy dziś traktować jako obietnice. Główne zadanie, które stoi przed Blizzardem, dotyczy tego, by je spełnić. World of Warcraft: Legion będzie bowiem dodatkiem, z którego firma zostanie bezlitośnie rozliczona subami. Wszak już Warlords of Draenor udowodnili, że fenomenalny start nie wyklucza spektakularnego upadku, a rozluźnienie z samozadowolenia i z sukcesu potrafi skończyć się źle. Owo twarde lądowanie to dziś punkt wyjścia. World of Warcraft w przeciągu siedmiu miesięcy straciło prawie połowę graczy. To ilość kosmiczna. Jeśli scenariusz ma się nie powtórzyć, Blizzard musi dostarczyć. Po prostu. Póki co, prezentację zawalił. Ale walka o Azeroth trwa.

I rozegra się nie tylko na polach Broken Isles w starciu z demonicznym Legionem.

Share this Story
  • Tirtel

    mnie martwi tylko ten level 100 boost w bundlu – czyli znowu 130+zł będzie kosztować ? :/

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Boost kosztuje grubo ponad 200 zł od początku i wątpię, by w Legionie był tańszy.

  • http://www.11-22.pl Ewelina Przywara

    Co tu dużo mówić, miny zgromadzonych świadczyły o tym, co napisałeś. Każdy oczekiwał wielkiego wow, do którego przecież Blizzard nas przyzwyczaił, dostaliśmy natomiast bezbawne lokacje, które nie mają szans na dłużej zapaść się jakoś w pamięci, nowe jeszcze bardziej epicko epickie przemioty i jeszcze więcej farmy lvl bo to wiadomo stały punkt programu. Jedynym słoneczkiem jak dla mnie jest rzeczywiście Demon Hunter, chociaż z tego co pamiętam plotki o takiej klasie co chwilę pojawiały się przynajmniej od momentu „na chwilę przed ICC” więc trochę się z nim Blizzardowi zeszło. No i trochę odstrasza fakt, że jestem pewna że od pierwszych dni dodatku (o ile serwery dadzą radę ;)) będziemy biegać wśrod samych DH ;) Urok nowej klasy ;)

    ALE

    Przecież wiadomo, że i tak kupię i grać będę, przynajmniej przez pierwszy pp. Zastanawiam się tylko, czy to już absolutnie ostatnie podrygi (WoW kończy się od lat, przecie) czy jednak pyknie. Chociaż szczerze, nie sądzę :)

    No i wygadałam się koledze, że może wrócę teraz coś tam się poganiać wkoło fontanny w Dalaran i mnie teraz męczy, więc można coś dumać nad graniem ;)

    P.S. teks z folią śniadaniową – bomba #iksde

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Mnie również uderzyła bezbarwność zon. Do czasów Wotlka włącznie gdy robili jakiś n-ty las, czy n-tą nizinę, to naprawdę przykładali się, by artystycznie wyglądały wyjątkowo (odpowiednio: Dragonblight, Borean Tundra). Zupełnie nie widzę tego drygu obecnie. Jest ładnie, ale bez wyznaczania trendów.

      Żadna kraina (może poza tym czerwono-czarnym lasem, który przypomina Gilneas, ale trochę się różni) pokazana w trailerze nie ma jakiegoś wyrazistego rysu na tle tego, co było wcześniej. Znacznie bardziej podobają mi się instancje.

      I zapomniałem tego napisać w tekście – mocno liczyłem, że będzie PVP zona Wintergrasp-style. Choć może jeszcze się doczekam.