Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

TOP 10. Najlepsze zony w World of Warcraft

TOP 10. Najlepsze zony w World of Warcraft

Od Kalimdoru i Wschodnich Królestw, przez Outland, Northrend, aż po Azeroth po kuracji upiększającej, odległą Pandarię i Draenor sprzed destrukcji. W World of Warcraft Blizzard uraczył swoich fanów kilkudziesięcioma krainami, z których bardzo wiele było najwyższej próby. Które są najlepsze?

Zacznę od tego, że przygotowanie listy najbardziej udanych krain w WoW-ie było…. trudne. Każda zona w tej grze ma swoją historię. W praktyce oznacza to ogrom emocji, obrazków z przeszłości i osobistych przeżyć. W kwestii designu pamiętnych krain WoW jest grą absolutnie wybitną – chyba jedną z najlepszych w historii.

O wiele łatwiej byłoby mi więc zrobić cykl na kilkadziesiąt odcinków, w którym opisałbym każdą zonę oraz smaczki i ciekawe historie z nią związane. Tego kolorytu na poziomie indywidualnej krainy jest bowiem w WoW-ie mnóstwo i zgodzi się z tym chyba każdy, kto nieco dłużej bawił się w Azeroth.

Pokusiłem się jednak o stworzenie topki, w której przedstawię wam 10 najlepszych zon w WoW-ie.

Oczywiście powstała lista jest w jakimś stopniu wysoce subiektywna. Tworząc ją, starałem się wziąć również pod uwagę odbiór poszczególnych krain przez innych graczy. W końcu to nie pierwsze zestawienie na ten temat – mam zatem obraz, co gracze WoW-a lubią najbardziej. Chciałem więc, by moja toplista plasowała się niejako pośrodku, zbierając razem powszechne opinię i moje własne odczucia.

No to jedziemy…

wtop_az10. Azuremyst Isle

Właściwie obie wprowadzone w TBC zony startowe były znakomite. I długo wahałem się, którą w tym zestawieniu umieścić. Zdecydowałem się na Azuremyst Isle, mimo że to “mniej głośna” z tych dwóch krain; z racji efektownej architektury, bijącej po oczach kolorystyki i popularności blood elfów Eversong Woods robi efektowniejsze wrażenie.

Azuremyst urzekło mnie jednakże… klimatem i muzyką.

W historii WoW-a wiele było krain umieszczonych tak jakby na uboczu i sprawiających wrażenie miejsc, o których gracz, twórca gry, a nawet Tytani zapomnieli (FYI: do występowania tego typu lokacji przyczyniły się również porąbane decyzje Blizzarda jeśli chodzi o lokalizacje głównych miast).

Mamy więc w WoW-ie tony zadupia. Feralas, niegdyś Azshara, z miast np. Exodar.

I wiecie co? W tym wszystkim jest pierwiastek piękny. WoW to bowiem gra, w której łatwo można zajść w jakieś zapomniane miejsce niczym podczas górskiej wędrówki, kiedy zbaczamy ze szlaku. Zaliczyć growe „Into the Wild”. Do tej gamy urokliwych miejsc zalicza się właśnie Azuremyst. Pod płaszczykiem typowego iglastego lasu unikatowa kraina o konflikcie natury z technologią.

Godzinami mógłbym siedzieć na tych spowitych bladym światłem plażach, patrzyć w lawendowe niebo i marzyć.

Właśnie w ten sposób tę zonę zapamiętałem. Jako samotnię i miejsce do daydreamingu.

wtop_ds9. Duskwood

Kolejna klimaciarska kraina, ale tym razem położona niemalże na drugim końcu świata i – w przeciwieństwie do Azuremyst – miejsce, które wbrew swojej tematyce rodem z powieści o duchach, zawsze tętniło życiem. Plaga, wilkołaki, strachy na lachy, rodzinne tragedie. Słowem, potężna mieszanka.

Czy wypaliła niczym koktajl Mołotowa? A i owszem.

Pomimo irytującego momentami questowania, równie denerwującego biegania w te i we w te (jak często w wypadku zon podłużnych), Duskwood został zapamiętany jako miejsce, gdzie działo się sporo zarówno podczas levellingu, jak i w sferze PvP. Horda miała tu dobre wejście od południa i – pamiętam niestety z autopsji – skrzętnie to wykorzystywała.

Uwaga natury ogólnej: podstawka WoW-a w fantastyczny sposób potrafiła przedstawić klasyczne klimaty znane z wielu gier. Duskwood jest jednym z przykładów takiego właśnie designu.

 

wtop_tb8. The Barrens

Jeśli arytkuł zaczyna się od słowa TOP, nie może się obyć bez dziwnych wyborów. Najwyższy więc czas na pierwszą kontrowersję.

Bo jak to, The Barrens? Ta koszmarnie nieprzystosowana do niskich leveli kraina? Ten wrzód na hordziej dupie podczas levellingu? Ten wielki pustynny placek pośrodku Kalimdoru, którego podzielenie zajęło Blizzardowi kilka lat?

Tak, właśnie to miejsce. Bo mówcie, co chcecie, ale mimo swoich niezaprzeczalnych i poważnych mankamentów, w pewien sposób zdefiniowało ono klimat WoW-a jeśli chodzi o Hordę. Z tymi popierdzielonymi dystansami, z barrens chatem, z żoną Mankirka i innymi questami, których odkrycie i skompletowanie wiązało się z tonami frustracji. Jakby na potwierdzenie tezy, że dzikość i stal hartują się w ogniu.

The Barrens to również piękne niebo, urokliwe noce, dziewicza aura i atmosfera, której nie sposób pomylić z czymkolwiek innym. I taka właśnie zona jest. Olbrzymia nie tylko pod względem rozmiaru, ale i palety emocji, które wywołuje.

Właśnie dlatego zdecydowałem się uwzględnić ją w klasyfikacji zamiast np. Mulgore, krainy urokliwej, przyzwoitej do questowania i zawierającej wspaniale wyglądające miasto. Wybrałem The Barrens, bo nie ma drugiej takiej zony. Krainy, o której można by mówić godzinami.

 

wtop_hp7. Hellfire Peninsula

A teraz kolejna kontrowersja. Być może największa w całym zestawieniu.

Nie da się bowiem ukryć, że pierwsza kraina The Burning Crusade ląduje regularnie w czołówce topek związanych z WoW-em, ale są to listy na krainę… najgorszą. Miałem tego świadomość, przygotowując swoje zestawienie. Zauważyłem jednak, że mnóstwo ludzi krytykujących tę zonę to osoby, na których opinii zaważyły pierwsze tygodnie TBC.

Jak wiadomo, Hellfire charakteryzuje się tym, że zarówno Przymierze, jak i Horda, zaczynają przygodę w tym samym miejscu. Czym to się kończyło na serwerach PVP tuż po launchu dodatku chyba nie muszę mówić.

Dodajmy do tego koncentrację początkowych questów, które bynajmniej nie wysyłały graczy na większą przestrzeń, lecz potęgowały „melting pot” i mamy krainę, niechęci do której wielu graczy nie jest w stanie się pozbyć do dziś.

Tymczasem moja przygoda z WoW-em również zaczęła się w TBC, ale do Outlandu dotarłem już po minięciu „głównej fali”. I wiecie co? Hellfire mnie urzekło. Powiem więcej, zupełnie nie rozumiem hejtu, który zbiera ta zona. Jest majestatycznie piękna i wcale nie ma tu tak irytującego questowania, jak w wypadku kilku WoW-owych “usual suspects”. Więcej, to jedna z wygodniejszych do levelowania krain w całym dodatku. Do tego we wspaniały sposób definiuje jego klimat kolorystyką i nieco „kosmicznym” charakterem, podkreślanym przez ciężkie, ambientowe drony, które towarzyszą nam jako soundtrack.

Zawiera również fajne huby, fajne instancje, posiada fajny akcent dla fanów PvP. Słowem, fajnie tu.

 wtop_ng6. Nagrand

Na miejscu wyżej od Hellfire Peninsuli kraina, która z kolei regularnie zdobywa nagrody dla zony najlepszej.

I przyznam wam szczerze, że to z szacunku dla tych częstych dosyć opinii umieściłem ją na swojej liście, nawet jeśli brakiem szacunku jest miejsce tak niskie. Bo gdybym miał kierować się tylko własnymi odczuciami, postawiłbym na unikatowy Zangarmarsh.

Nie oznacza to, że Nagrandowi można odmówić atmosfery i charakteru. Zawieszone w powietrzu fragmenty skalne, strome urwiska, po których skaczą talbuki oraz nierozerwalne połączenie Nagrandu właśnie z klimatem całego Burning Crusade sprawiły, że jest to zona, która wbiła się w pamięć wielu graczom.

A że kolorystyka rodem z My Little Pony nie każdemu przypada do gustu, to już inna bajka.

 

wtop_hf5. Howling Fjord

Jako krainę sporych kontrastów można by również określić Howling Fjord, jedną z dwóch początkowych zon we Wrath of the Lich King.

Miejsce to robi kolosalne wrażenie z dwóch powodów. Po pierwsze, „rywalizowało” z Borean Tundra, z którą łatwo było wygrać. Po drugie, wejście do Howling Fjord jest nieziemskie. Owszem, głównie z perspektywy Alliance, bo Horda nie ma aż tak efektownego wjazdu do Northrendu, ale jest.

Niezależnie od frakcji, Howling Fjord we wspaniały sposób buduje blizzardową interpretację skandynawskiej kultury, którą przesiąka cały dodatek. Zorza polarna mieni się tu wszystkimi kolorami, a atmosferę tę podkreślają majestatyczne solówki na skrzypcach, płynące relaksującym soundtrackiem aż po sam horyzont.

Bajecznie się nad tą krainą leci. Można chłonąć ten klimat w nieskończoność.

Dlaczego zatem nie umieściłem jej wyżej? Cóż, Howling Fjord nie jest zoną idealną. Quest-experience w pewnym momencie zaczyna się jakoś tak rozłazić. Historia się dłuży. Ogólnie mówiąc, druga połowa w tym miejscu to widoczny spadek jakości plus sporo elementów sztucznie przedłużających czas, który tu spędzamy. Powiem szczerze, że tę parę lat temu na wszystkich swoich postaciach Howling Fjord opuszczałem ze sporą ulgą.

To zatem kraina, która robi niesamowite pierwsze wrażenie, ale do pełni szczęścia brakuje równego poziomu od początku do końca. I dlatego wylądowała w moim topie “tylko” na piątym miejscu.

 

wtop_av4. Ashenvale

Tak jak przy okazji The Barrens wspominałem, że to kraina, która w pewien sposób zdefiniowała klimat Hordy w całej grze, tak Ashenvale jest taką krainą dla Alliance. Zresztą co ja mówię, nie tylko dla Przymierza – być może dla całej uniwersum WoW-a. W końcu to jedno z najbardziej symbolicznych miejsc całego konfliktu, który stanowi oś World of Warcraft. Sielankowy, starożytny las, w który Horda wjeżdża bez miłosierdzia.

Szczerze? Bardzo mi się nie podoba, co zrobiono z tę krainą w Cataclysmie. Wycięcie w pień całego południa oraz zastąpienie fioletowego nieba zielonkawą mgłą uderzyło w charakter zony. Być może taki był cel i chodziło o emocjonalne ukłucie gracza sympatyzującego z niebieską stroną.

Tak czy inaczej, to wysokie miejsce Ashenvale otrzymuje głównie za swoją wersję sprzed revampu,  kiedy było krainą wprawdzie o nienajlepszym quest flow, ale dołożyło olbrzymią cegłę do całościowego klimatu gry. Krajobraz fioletowego, elfiego lasu wrył się w kanon stylu, którzy rządzi w Azeroth od czasu WarCrafta 3.

 

wtop_gh3. Grizzly Hills

W przeciwieństwie do Ashenvale, Grizzly Hills to zona, która na pierwszy rzut oka wydaje się zbyt generyczna, by w jakimkolwiek topie zajść wysoko. Wprawdzie są tu kraciaste koszule, hipsterzy lumber milla, a całość doprawiono odrobiną lykantropii i ździebkiem Stephena Kinga, jednak chyba każdy się zgodzi, że do najbardziej wyrazistych i epickich w World of Warcraft nie należy.

A jednak gracze kochają to miejsce. Jak to uzasadnić?

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej skłaniam się ku średnio wyczerpującemu wyjaśnieniu, że Grizzly Hills oferują po prostu… superfajne game experience. Ta zona ma dobry quest flow, wygodne ścieżki, dosyć szybkie tempo, a do tego prześliczny, urokliwy wygląd i rześki, lekki klimat.

I co? I… voila.

Jak widać, do stworzenia znakomitej krainy nie trzeba cudów. Wystarczają proste rzeczy zrobione dobrze. Dowodem tego są właśnie Grizzly Hills. Kraina może nie wybitnie kreatywna, ale zrobiona ze smakiem i budząca niesłychanie ciepłe uczucia.

 

wtop_ks2. Kun-Lai Summit

Jesteśmy już przy drugim miejscu, tymczasem do tej pory w moim zestawieniu nie było krainy z Mists of Pandaria. Czas nadrobić tę niesprawiedliwość.

W końcu pierwsze cztery krainy tego dodatku to klasa. Stąd ogromnie żałuję, że w topce nie zmieściłem sielankowego Valley of the Four Winds, czy cenionego przez wielu graczy The Jade Forest.

Jednak bardzo wysoko plasuję Kun Lai Summit, gdyż z wszystkich krain Pandarii zasługuje moim zdaniem na najwyższe uznanie.

Jest to jedna z naprawdę niewielu ogromnych krain w WoW-ie, w której rzadko uświadczysz moment znużenia. Jak na takie rozmiary ogrom questów i zmienność hubów zapewnia szybki, w większości wypadków bardzo wygodny quest flow, do tego nie jakoś frustrująco skażony phasingiem.

A walor krajobrazowy? Wprost niesamowity. Wdrapujemy się na majestatyczne szczyty, przemierzamy smagane azerothowym halnym płaskowyże, zwiedzając przy okazji przepiękne świątynie.

Czapki z głów dla Blizzarda za Kun Lai Summit. To miejsce potrafi zrobić na graczu duże wrażenie pomimo faktu, że docieramy tu po przygodzie w kilku naprawdę wysokiej klasy krainach.

 

wtop_sp1. Storm Peaks

I wreszcie numer jeden. Storm Peaks. Dlaczego one? Bynajmniej nie dlatego, że to zona perfekcyjna. No, no, far from that. Kilka questów potrafi tu doprowadzić gracza do białej gorączki, a wśród wielu przeplatających się wątków fabularnych znajdziemy i takie, które nie są specjalnie interesujące.

Zresztą w ogóle cała historia w Storm Peaks to story niezłe, ale dalekie do najlepszych dokonań Blizzarda.

A jednak Storm Peaks, jak rzadko która zona, łączy to, co stanowi jeden z fundamentów całego World of Warcraft: epickość i wrażliwość w jednym.

Z jednej strony doświadczymy tu historii o bogach i tytanach, przy których gracz to pchełka. Przemierzymy bezkresne przestrzenie, które potrafią wywołać lęk wysokości, mimo że siedzimy przed monitorem.

Z drugiej, wysłuchamy tej pamiętnej, chóralnej muzyki. Dotkniemy pustki, która zdaje się być na krańcu świata, mimo że dawno, dawno temu stanowiła jedno z jego serc.

Ta zona to nieprawdopodobny ładunek nostalgii oraz żywe do dziś emocje dla tych, którzy mieli szczęście grać w WoW-a w jego najlepszych latach. To właśnie ona gości jeden z najbardziej pamiętnych rajdów w historii całej gry.

Nie chodzi więc o to, by Storm Peaks adorować bez zadawania jakichkolwiek pytań. Trzeba jednak przyznać bez żadnego “ale”, że to kraina niezwykła i niemożliwa do zapomnienia, która w znaczący sposób przyczyniła się do złotej ery World of Warcraft.

Do dziś, gdy tam zaglądam i widzę z oddali Ulduar, wysadzam mamuty nieopodal K3 i widzę osamotnionego gracza, który szuka gdzieś nade mną Timeless Proto Drake’a, przechodzą mnie ciary.

Postscriptum

Jak już wspomniałem, żałuję, że nie zmieściłem w tym zestawieniu takich krain, jak Valley of the Four Winds, Zangarmarsh, czy Elwynn Forest (i właściwie większości zon startowych.

Miejsca dla Icecrown i Uldum zabrakło z kolei z innego powodu – kalka Mordoru i sequel Indiany Jonesa wydają mi się przereklamowane.

Z zestawienia wynikałoby, że z dwoma miejscami na podium zwycięzcą topu jest dodatek Wrath of the Lich King. Szczerze mówiąc nie do końca tak na to patrzę – najlepszy świat miała moim zdaniem podstawka. Były to jednak często zony nieduże, a ich jakość emanowała z perspektywy całej kompozycji i konstrukcji świata.

Aha, i jeszcze jedno. Ważne. W komentarzach podzielcie się swoimi dziesiątkami!

Share this Story
  • http://www.orace.pl wnawrocki

    zamiast dzielić się swoimi topkami to… Chciałbym z miejsca podziękować za wpis, powrót do wspomnień.

    Swoją drogą: zastanawiam się, czy przypadkiem Wrath of the Lich King nie był dodatkiem, w który zagrywałeś się wtedy właśnie- gdy „spędziłeś” w grze „najlepsze” chwile? Retoryka- nie odpowiadaj, ale dla mnie to był najlepszy okres…

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      Mimo wszystko odpowiem ;).

      Tak szczerze, to wotlk mi się wtedy zdawał jako okres, kiedy gra zaczynała się psuć (casualowe rozwiązania). Dziś to brzmi śmiesznie, bo wiele bym dał, by WoW był tak „słaby” jak wtedy.

      Z powodów „nostalgicznych” tym naj okresem będzie chyba na zawsze TBC. Z erą wotlka wiąże jednak kilka niesamowitych wspomnień. Zwłaszcza Ulduar, Wintergrasp i mnóstwo, mnóstwo rolplejowania.

      • http://www.orace.pl wnawrocki

        rolplej- enough