Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

Polygon kontra Wiedźmin. Czyli o moralizatorstwie, za którym stoi etnocentryzm.

Polygon kontra Wiedźmin. Czyli o moralizatorstwie, za którym stoi etnocentryzm.

Opresyjny mizoginizm. Komiczne seksualizowanie postaci. Za dużo rasy białej. Do tego głównie sprowadził portal Polygon świat przedstawiony w Wiedźminie. Czy słusznie?

Gdy na rynku ukazała się pierwsza się pierwsza część komputerowych przygód Geralta, padały nieśmiałe głosy, że to dosyć niewygodna gra do oceny dla zachodnich przedstawicieli branży. Mimo swoich ewidentnych wad, sprowadzała na ziemię konkurencję i media, uświadamiając im, że to, czym zachwycano się wtedy w cRPG-ach, można robić lepiej.

W optyce tych porównań cały czas był obecny obóz wywodzący się z takich firm jak BioWare, nieistniejące już wtedy Black Isle oraz Obsidian. Porównania bywały dla tej grupy niewygodne, bo np. flagowy w tych czasach produkt erpegopodobny, czyli Neverwinter Nights, rodzimy Wiedźmin zmiażdżył przynajmniej pod dwoma względami: fabularnie i jeśli chodzi o wykorzystanie Aurora Engine.

Wtedy właśnie po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że Wiedźmin może zawojować świat, ale jest wielce prawdopodobne również co innego: mianowicie to, że zawsze będzie płacił jakąś  cenę za swoje “pochodzenie”. Za to, że jest z tej Polski, czyli kraju, który – co przyznają nie tylko zagranicą, ale też nad Wisłą – “istnieje tylko teoretycznie”.

Brzmi to wszystko trochę jak zapis z pis-owskiego wiecu, ale w gruncie rzeczy wcale nie chodzi o politykowanie i nacjonalizm. Wiedźmin miał prawo się „zamerykanizować”, jednak tego nie zrobił i nie wybrał tej łatwej ścieżki. Postawił na własny pomysł na świat przedstawiony. To się wiąże z konsekwencjami. Takimi jak np. recenzja gry, w której więcej jest o jej kontekście społecznym niż o samej grze. Tak, tak, dziś rozmawiamy o tekście, w którym słowo “miecz” pada cztery razy, a słowo “kobieta” kilkanaście.

Biały Wilk z Wall Street

Gdy do kin wszedł “Wilk z Wall Street”, wśród recenzentów zawrzało. Obraz Martina Scorsese pokazał świat pełen zła, seksu, oszustwa, a przy tym w żaden sposób go nie komentował i nie potępiał. W związku z tym oceniający ten film podzielili się wyraźnie na dwa obozy. Pierwszą grupą byli ci, którzy uważali, że film Scorsese nie potrzebuje rysu moralizatorskiego, bo sam w sobie jest przestrogą. Do grupy drugiej zaliczali się krytycy, zdaniem których sam brak tego rysu wyraźnie ten świat gloryfikuje.

Przypadek Wiedźmina to bardzo podobna historia do tej Wilka z Wall Street. Znów idzie o to, że pokazano nieciekawy świat i… tyle. Postawiono kropkę. Polygon we wspomnianym podziale krytyków usadowił się w pierwszej grupie. Tych, którzy uważają, że kropka nie wystarcza.

Pierwsza moja myśl po przeczytaniu recenzji Polygonu była taka, że mają rację. Bo czy świat Wiedźmina jest seksistowski? Tak. I to nie od dziś. Odkąd pamiętam, granie w Wiedźmina kojarzyło mi się ze światem “crafted mainly for men”. Wprawdzie w całej komputerowej sadze (jak i prozie Sapkowskiego) wykreowano silne postaci kobiece, będące niemalże uosobieniem postaw feministycznych; wprawdzie w zespole produkcyjnym z tego co wiem sporo kobiet było i jest; wprawdzie sam główny bohater obok rysu faceta, któremu kobiety same wchodzą do łóżka same, jest jednocześnie człowiekiem o rozbudowanej warstwie emocjonalnej; jednak obok tego Wiedźmin od początku był sagą dosyć kontrowersyjną jeśli chodzi o relacje damsko-męskie.  Przypatrzcie się choćby… scenie erotycznej z dwójki. Z jednej strony niebywały romantyzm, stopniowo budowane napięcie, wdzięk, róże i nastrój. Z drugiej strony jak to oglądasz, niektóre kadry wydają się żywcem wyjęte z pornola. Ten pierwiastek “karczemny”, który różni Wieśka od dominującego obecnie w cRPG “saksońskiego” fantasy, stanowi jedną z wizytówek świata gry, ale jednocześnie „skręca go” w stronę… hmm.. no właśnie, czego?

Świat Wiedźmina nie jest może, jak twierdzi Polygon, mizoginistyczny, lecz można go nazwać androcentrycznym. Może się to komuś nie podobać, ale czy w imię politycznej poprawności wolno autorom zakazać opisania świata takiego, jakim on po prostu w danej baśni jest? Czy to w gruncie rzeczy nie dyskryminacja? Zamach na coś, do czego twórca ma święte prawo?

Autor recenzji na Polygonie tego wprost nie przyznaje, ale nietrudno się domyślić, że konstrukcja świata w Wiedźminie jest w domyśle stawiana w opozycji do tego, co robi BioWare. Wiadomo, że od kilku lat kanadyjskie studio kładzie mocny nacisk na to, by się nie wychylać i zadowolić najgłośniejsze współczesne grupy interesu. Dzieje się to przy aklamacji wielu mediów zachodnich, co sugeruje, że poprawność polityczna stanowi fundament narracji we współczesnym, wysokobudżetowym RPG-u. Dla takiego Polygonu to, co robi BioWare, to ideał. Ergo to, czym popisują się rodzimi RED-zi, to poniekąd relikt łamane przez ciemnogród. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedna rzecz. Nie trzeba specjalnego wysiłku, by pokazać, że owa polityczna poprawność jest stosowana wybiórczo.

Obrazki z „poprawnego” świata

By nie było gołosłownie, postawmy parę pytań. Ciekawe, jak felietonista Polygonu skomentowałby na przykład strój Morrigan z Dragon Age (zwłaszcza w kontekście wdzianka Triss Merigold)?

sr1

Ciekawe jak oceniłby Isabelę z tej samej sagi; postać, która przez całą grę wali teksty, jaka to jest napalona i robi to na poziomie bohaterki erotycznej powieści z bocznej szybki w kiosku?

sr2

A co sądzi o tej pani? Przypomnę, że jej głównym tekstem, który zapada w pamięć, jest “You’re gonna miss that ass!”

sr3

Okay, kolejne pytanie. Jak na tle Wieśka wypada lateksowa, sztucznie podkręcona dama, która dyma się z protagonistą na środku randomowego korytarza? Dodam, że wymowny zoom na jej tyłek to stały element większości cut-scen.

sr4

Inne pytania – już bez obrazków. Dlaczego gdyby zebrać companionów z kilku ostatnich gier BioWa’re, jakieś 90% postaci kobiecych to typ pewnej siebie indywidualistki? Czy na świecie nie istnieją kobiety, które nie są ani silne, ani indywidualistyczne?

Dlaczego romans biseksualny jest możliwy w każdej z ostatnich gier kanadyjskiego studia, choć gdyby kierować się rzetelnym odwzorowaniem świata i poprawnością, powinien pojawić się w jednej na dziesięć gier BioWare’a?

I zbierając te pytania razem: na czym polega zaprojektowanie w grze świata, w którym wszystko się zgadza? Bo patrząc na powyższe obrazki to chyba na moralności Kalego.

Bo tu chodzi o etnocentryzm…

Przypominam sobie niedawną wypowiedź Chrisa Metzena. Powiedział on ciekawą rzecz: czasami developerzy nie mają poczucia, że kreują postaci kobiece w formie „przeseksualizowanej”. Wspominał, że zdał sobie sprawę z tego, gdy na obcisłe ciuszki i nierealistyczne kształty większości bohaterek Blizzarda uwagę zwróciła mu własna, mała córka. Nawiasem mówiąc, efekty tej reprymendy mamy zobaczyć w Overwatch.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że zjawisko jest powszechne. Ergo, jeśli poważny portal przepuszcza zachodnie tripel-eje i rolpleje bez mrugnięcia okiem, a przyczepia się do portretowania kobiet w grze spoza swojego kręgu kulturowego, to zasady powinny być równe. Tymczasem niedowidzenie milionów lateksowych ciuszków w grach z własnego kraju połączone z krucjatą, gdy ujrzy się słowiański dekolt, to nie są równe zasady. To etnocentryzm. Tak samo oczekiwanie czarnoskórych postaci w fantasy Sapkowskiego (i obniżanie za to oceny) to nie jest wrażliwość społeczna. To też etnocentryzm. To brak szacunku do europejskiego dziedzictwa historycznego opakowany w poczucie misji.

Póki co wygląda więc na to, że problemem Wieśka nie jest seksizm. Problemem Wieśka jest ten typ seksizmu, który nie jest w typie amerykańskiego dziennikarza.

Share this Story
  • http://www.orace.pl wnawrocki

    Świetny tekst, żałuję że dopiero znalazłem chwilę na ogarnięcie wpisów. Literówkę znalazłem „wykreowano silne postaci kobiece”. Pozdrawiam!