Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

Ojciec Ted, jeden z najlepszych brytyjskich seriali komediowych lat 90., ma 20 lat.

Ojciec Ted, jeden z najlepszych brytyjskich seriali komediowych lat 90., ma 20 lat.

Dwie dekady temu widzowie ujrzeli pierwszy odcinek sitcomu, w którym śmieszne było wszystko poza epilogiem.

W 2015 r. mamy dobrze. Jeśli na bieżąco chcemy ekscytować się tym, czym podnieca się wpatrzony w telewizor widz zachodni, nie ma z tym większych problemów. Z dostępnością do najlepszych seriali nadal bywa różnie, a opóźnienia względem reszty świata czasami denerwują, lecz to i tak nic w porównaniu z tym, co było dawniej.

Truizm? Trochę tak. Ale też gdy parę lat temu, w efekcie parogodzinnego wikipedian loopa, wylądowałem na stronie BBC, by ujrzeć wyniki plebiscytu na najwybitniejsze brytyjskie sitcomy w historii, nie potrafiłem ukryć zdumienia. Do tego momentu wydawało mi się, że za komuny i tuż po jej upadku wprawdzie nie mieliśmy dostępu do wszystkiego, ale to, co lepsze, docierało i do nas.

ted1Jak się okazuje, bynajmniej. Oglądając listę kilkudziesięciu seriali na stronie telewizyjnego potentata z krainy Albionu można były wysnuć wniosek, że do Polski trafiało to, co… akurat udało się sprowadzić. W grupie tej były oczywiście seriale wybitne (Monty Python, Hotel Zacisze, Czarna Żmija), ale też sitcomy, za którymi rasowy angielski piesek z kulawą nogą, a najpewniej bez, się nie obejrzy (np. Pan dzwonił, milordzie? – popularny w Polsce i wyraźnie zaściankowy na Wyspach). Ogólna moja konkluzja była taka, że ranking BBC zawierał na czołowych miejscach dużo kompletnie nieznanych w naszym kraju tytułów.

Okazało się, że jednym z najznakomitszych dań, które na mnie czekało, był umiejscowiony w Irlandii serial, który w plebiscycie BBC otarł się o pierwszą dziesiątkę. Sitcom… o księżach.

Z POLITYKĄ W TLE

Dermot Morgan był w Irlandii gwiazdą. Takim prawdziwym komikiem z powołania, obdarzonym przenikliwym umysłem, który błyskotliwe spostrzeżenia przekuwał na cięte riposty i nietuzinkowe gagi. Powiedzieć o nim, że miał tę iskrę bożą, to zarówno zwrócić uwagę na stan faktyczny, jak i posłużyć się małą metaforą, gdyż Bóg, religia i kościół stanowiły jeden z ważniejszych tematów jego twórczości. Na Zielonej Wyspie (i nie mamy tu na myśli Polski z rządowego programu wyborczego) Morgan zdobył popularność jako autor komediowych audycji, zwłaszcza Scrap Saturday, programu nadawanego w irlandzkim odpowiedniku radiowej jedynki. Przejeżdżał się w nim bez litości po postaciach politycznych, celebrytach i przedstawicielach kleru, czy de facto wszystkich znaczących postaci w życiu publicznym Irlandii tego okresu.

Ta ostatnia grupa wpadła w orbitę zainteresowań Morgana z bardzo prostego powodu. Irlandia była w tym okresie areną mniej więcej tego, co z nieco opóźnionym zapłonem zaczęło dziać się w Polsce lata po upadku komunizmu: podważenia roli kościoła w życiu społecznym i stawiania pytań o jego miejsce w zlaicyzowanym coraz bardziej kraju. Lata dziewięćdziesiąte stanowiły w Irlandii epokę, kiedy tamtejsze społeczeństwo zderzyło się z wieloma kwestiami dotyczącymi kościoła: od upowszechniania się antykoncepcji, przez debatę o aborcji, po głośną w tym okresie sprawę traktowania dzieci w kraju pełnym na wpół zamkniętych katolickich szkół. Irlandia mocno przypominała Polskę, kraj, w którym rozdział władzy świeckiej i kościelnej teoretycznie istniał, ale w którym hierarchowie kościelni stanowili niebywale mocną siłę  na skutek lat tradycji, kiedy stan ten był przez nikogo niekwestionowany.

ted6Nic zatem dziwnego, że gdy Graham Linehan i Arthur Mathews, dwaj producenci i scenopisarze, wpadli na pomysł stworzenia serialu komediowego o księżach, sceneria Zielonej Wyspy pasowała jak ulał. I tak samo do głównej roli pasował krytykujący kościół w Irlandii wybitny komik. Dzięki temu powstał zatem serial zupełnie różny od innego hitu z Wysp, w której główny bohater nosi koloratkę. Ojciec Ted był sitcomem z jednej strony lekkim, dosyć rodzinnym i opartym o klasyczny brytyjski humor, ale w przeciwieństwie do The Vicar of Dibley, bo z nim to porównanie, bardziej kontrowersyjnym i celnie punktującym absurdy kościelnej rzeczywistości. Jednocześnie mocno zanurzono go w realiach Irlandii, czyli kraju, który z jednej strony sam czuł się niebywałym zaściankiem, a z drugiej był w przededniu słynnego na całą Europę rozwoju i wzrostu gospodarczego, czym zyskał miano Celtyckiego Tygrysa.

OBRAZOBURCZY CZY NIE?

Ojciec Ted przedstawiał losy znajdującej się na totalnym zatyłczu parafii, w której proboszczem jest zesłany na prowincję za niejasne machlojki ojciec Ted Crilly. Jak się rychło okazuje, miejsce jego posługi nie stanowi aż tak strasznej kary, jaką jest konieczność ułożenia sobie życia z ojcem Dougalem, który nie grzeszy rozumem i ojcem Jackiem, wulgarnym obibokiem, którego zainteresowania ograniczają się do butelki, damskich tyłków i miotania przekleństw. Tej barwnej trójce towarzyszy gospodyni na parafii, czyli pani Doyle oraz duch biskupa Brenanna, który uosabia czyste zło.

W główne role wcieliła się tu absolutna śmietanka komediowych aktorów z Irlandii i Wielkiej Brytanii. I chyba to właśnie aktorstwo, a nie prowokacyjny charakter wywindowało zabawne perypetie na irlandzkiej plebanii na 11 miejsce we wspomnianym rankingu BBC. Ojciec Ted zagrany został bowiem brawurowo, a że scenariusz także należał do mocnych stron produkcji, powstał sitcom niezapomniany. W przezabawny sposób portretował zaściankową Irlandię, w której lokalny konkurs śpiewu, turniej piłkarski księży, kontrola z kurii, czy pojawienie się turystów z Azji urastają do rangi przysłowiowego „święta we wsi”. Wszechobecny komizm bazował na takich hiperbolach, że momentami ocierał się o surrealizm. No bo jakże inaczej określić np. historię, w której Ted przegrywa zakład i musi kopnąć znienawidzonego biskupa Brenanna… w dupę?

TED3Brzmi obrazoburczo? Wobec tego pewnie was zdziwi, że za jeden z największych sukcesów Ojca Teda należy uznać uniknięcie skandalizującej aury i łatki taniego pastiszu z kościoła. Mimo paru kontrowersyjnych fragmentów nie jest to serial, który co bardziej gorliwy katolik oglądnie z rosnącym zażenowaniem, ostatecznie przerwanym wciśnięciem “Stop” na pilocie. W kontekście ciepłych postaci, których trudno nie lubić i świetnych dialogów, Ojciec Ted jest i subtelną i zarazem ostrą krytyką kościoła i społeczeństwa irlandzkiego. Szerokim łukiem omija jednak tanią nagonkę, którą znamy choćby z kilku okładek popularnego polskiego tygodnika.

WOLA BOŻA

Ojciec Ted doliczył się 25 odcinków i 3 sezonów, zdobył wiele nagród BAFTA, a z Dermota Morgana uczynił w Irlandii megagwiazdę komedii. Do fanów serialu zaliczają się m.in. Steven Spielberg, Jim Carrey i Madonna. Historia tego sitcomu nie składa się jednak wyłącznie z kart radosnych. A najczarniejsza z nich paradoksalnie pasuje do tej gorzkiej skądinąd komedii jak ulał.

Trudno bowiem, by komentarz “Tak Bóg chciał…” nie zaszumiał choć przez sekundę w głowie, gdy przyjrzymy się losom samego Morgana. 27 lutego 2008 kończą się zdjęcia do trzeciego sezonu Ojca Teda. W zamierzeniu ma to być sezon ostatni. Proboszcz parafii na Craggy Island wyjeżdża do Ameryki, a napisy końcowe zdają się sugerować koniec całej historii. Pada ostatni klaps filmowy, a niecałe 24 godziny później Dermot Morgan wyprawia przyjęcie w swoim domu na przedmieściach Londynu. W czasie imprezy zaczyna źle się czuć. Jego siostra myśli, że to chwilowy problem i nie zauważa, że komik właśnie doznaje rozległego zawału serca. Ojciec Ted odchodzi na spotkanie Pana w wieku 46 lat. Dzień po zakończeniu produkcji serialu.

Share this Story