Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

Najbardziej przeceniane gry ostatnich lat. Ranking wysoce subiektywny.

Najbardziej przeceniane gry ostatnich lat. Ranking wysoce subiektywny.

Bez specjalnego klucza. Bez specjalnych reguł rządzących tym zestawieniem. Bez większych uprzedzeń. I bez Mass Effekta, którego drugą część umieściłbym tu, gdyby nie ryzyko utraty koleżanki :). Ot tak przedstawiam Wam dziś kilka gier z ostatnich lat, które moim skromnym zdaniem zdobyły za dużo pochwał w porównaniu z tym, co reprezentują.

Disclaimer: zdecydowana większość wymienionych tu tytułów to gry bardzo dobre. Wszak przereklamowanie gry na ogół nie wiąże się z wysokimi ocenami dla gry złej, ale z uznaniem gry zacnej za wybitną.

6

skrm

Skyrim

Na początek łatwy “cel”. Kto bowiem odmówił w życiu parę razy Fus Ro Dah, ten wie, że w wypadku Skyrim łatwo wskazać elementy gry na niskim poziomie.

I w ogóle można by powiedzieć, że ostatnia singlowa odsłona The Elder Scrolls to gra kontrastów: z jednej strony zachwyca niesamowicie pięknym i niebywale klimatycznym światem. Z drugiej strony, ten świat wydaje się pusty.

To innego rodzaju pustka niż ta z Wiedźmina 3, któremu niektórzy zarzucają zbyt mało rzeczy do zrobienia w porównaniu z jego rozmiarem. W Skyrimie questów jest mnóstwo, postaci też nie brakuje i – mówiąc ogólnie – mamy co robić. To jednak zalew płytkich rzeczy do odhaczenia.

Misje, które wysiliły projektantów mniej niż codzienny stolec, główna fabuła klasy podobnej do książek Forgotten Realms i wszechobecna wydmuszkowatość składa się z zaletami gry na tytuł mimo wszystko bardzo dobry, ale i produkcję, która zachwyca przysłowiowymi “widoczkami”, maskując płytkość systemów i zadań, które stawia przed graczem.

5

drnr

Warlords of Draenor

Ot, piąty dodatek do gry MMO, która złote lata ma już dawno za sobą. Można by więc zapytać, czy jest sens pastwić się nad takim tytułem w tekście o przereklamowanych grach video.

Cóż, fiks w tym, że jeśli chodzi o ostatnie lata, WoD to faktycznie jeden z najbardziej ewidentnych przykładów rozminięcia się ocen z rzeczywistością.

9,5 od Polygonu (punkt więcej niż Wiedźmin 3), 9/10 od IGN i Escapist, 4,5/5 od Games Radar. Tak, tak, to wszystko dla gry, która zaczęła świetnie, a potem w ciągu niecałego roku sprawiła, że liczba subskrybentów WoW-a spadła o połowę.

I właśnie dlatego postanowiłem umieścić ją w zestawieniu. Bo to podręcznikowy dowód, jak pozbawioną sensu praktyką jest recenzowanie gier MMORPG “przed zachodem słońca”. Traktowanie ich przez media jak gry singlowe kończy się właśnie tym. Śmiesznie dziś wyglądającą litanią ósemek i dziewiątek, która dowodzi, że słynny cytat Leszka Millera można odnieść nie tylko do mężczyzn, ale i gier.

4

drgag

Dragon Age: Origins

Na bezrybiu i rak ryba – powiadają. No i właśnie, co by było z oceną pierwszego Dragon Age’a, gdyby nie pojawił się prawie 10 lat po legendarnym Baldurze, oferując wyposzczonym od izometrycznych RPG-ów graczom obietnicę tzw. “duchowego spadkobiercy”?

Odpowiedź: byłoby bliżej prawdy.

Bo to nie był duchowy spadkobierca, lecz jego taka sobie namiastka.

Świat szary, jak sprana, szara koszula Szarego Strażnika. Historia nijaka, na modłę typowego “przekonaj ludzi, elfów i krasnoludów, by połączyli swe siły”. Uniwersum, w którym najczęściej występującym stworzeniem jest nie mrówka, a hurlok. Sorry, fani Dragon Age’a, jeśli uważacie, że to można przyrównać do kochanego Baldurka, to się nie dogadamy.

Nie sposób odmówić Origins złożoności, a jego twórcom ambicji. Ten budynek był jednak budowany ze zbyt słabych klocków, jak na buńczuczne dosyć zapowiedzi.

3

xcm

X-Com: Enemy Unknown

Tak, jestem fanem starego UFO. Nigdy nie byłem dobry w strategiach, co obok malowania jest jedną z dwóch rzeczy, które chciałbym umieć a nie umiem, jednakowoż ubogie umiejętności jeśli chodzi o to pierwsze lata temu nie przeszkodziły czerpać satysfakcji z grania w UFO. Atmosfera bojów ziemian z kosmitami rozpalała moją wyobraźnię w czasach, gdy grafika nie należała jeszcze do fotorealistycznych, a nawet gdyby należała, to jako dziecko pewnie bym tego nie docenił. Mimo niepełnoletności, klimat wciągałem jak narkoman brown sugar.

Nuff said, klimat ten został bezlitośnie zamordowany w odświeżonym X-Comie.

Tak bezlitośnie, że choć trudno odmówić grze walorów dobrej gry strategicznej, wlatuje ona do mojego zestawienia bez żadnego “ale”.

I nie dam się przekonać, że to kreatywna interpretacja, do której każdy twórca ma prawo. Nie uznam argumentu, że tworząc produkt nie można być więźniem własnej idei, a odświeżanie formuły bywa potrzebne. Sprowadzenie wspaniałego, gęstego klimatu UFO do generycznej gry o kosmitach z cukieraśno-komiksową stylistyką pod jak najszerszy target to grzech, którego nie umiem wybaczyć. A gdy widzę, że na Wikipedii X-Com jest opisywany jako remake, mam ochotę zapłakać jak Rocky Lockridge.

2

tlus

The Last of Us

W disclaimerze na początku tekstu pisałem, że w dzisiejszych czasach „overrated” to przymiotnik, który pasuje zwykle do gier dobrych, a może nawet bardzo dobrych. Z nich robi się bowiem czasem arcydzieła na wyrost. The Last of Us jest przykładem właśnie takiej gry. To zupełnie inna bajka niż Skyrim, gdzie wielkie plusy kontrastują z wyrazistością słabych stron i gdzie łatwo jest wskazać pięty achillesowe produkcji.

The Last of Us to równy wysoki poziom. Tytuł, w którym wszystko jest na swoim miejscu. Zarówno od strony designu, jak i oprawy.

Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego gra ta bywa kreowana na majstersztyk, którym, tak po ludzku i najzwyczajniej w świecie, nie jest.

Czy zawdzięcza to aurze “Drogi” Cormaca McCarthy’ego na komputer?
Czy to efekt zakończenia, które wprawdzie mną osobiście nie wstrząsnęło, ale któremu trzeba oddać, że jest bardzo odważne w swej cichej wymowie, jak na tak komercyjny produkt?
A może jest i tak, że gracze zapatrzeni w przeszłość mają rację i teraz powstają po prostu gorsze gry, więc siłą rzeczy produkt bardzo dobry łatwo urasta do miana gry epokowej?

Jakakolwiek jest odpowiedź, The Last of Us to porządna gra, w której z bliżej nieokreślonych powodów doszukano się czegoś więcej. Czegoś, czego moim zdaniem tu nie ma.

1

trdr

Tomb Raider (2013)

Wiecie, mam jedno życzenie odnośnie zbliżającego się wielkimi krokami Rise of the Tomb Raider…

Chciałbym przeciętną fabułę. Tak, dobrze przeczytaliście. Przeciętną. Emocjonującą, zgrabną i przyziemną, jak w popcornowym kinie.

Nawet takiego poziomu nie udało się osiągnąć w reboocie Tomb Raidera, który jest najbardziej jaskrawym w ostatnich latach przykładem gry-wydmuszki.

I nawet nie piję w tym momencie do tego, co grze tej zarzucają zaprzysięgli fani serii: że za dużo strzelania, za mało eksploracji i że w ogóle to niby reset Tomb Raidera, ale ze średnim szacunkiem do tego, co stanowiło o jego sile.

Nie piję do tego, bo nigdy nie czułem się hardkorowym fanem Lary. Po ukończeniu jej najnowszej przygody czułem się jednak spoliczkowany fabularnie. Zmiażdżony toną fabularnych klisz i “cheesy” bohaterów, powalony dziecięcymi dialogami w grze, która miała uchodzić za mroczną, “dorosłą” inkarnację Tomb Raidera, zmieciony wielkim potencjałem opowiedzenia historii o „powstawaniu” Lary, który został tu popisowo zmarnowany.

Serio, naprawdę trzeba się postarać, by coś tak spieprzyć. Chyba że chodziło o efekt groteskowy, bo groza sytuacji w jakiej znalazła się Lara, ekspresjonizm tych wszystkich katastroficznych scen, zestawione z dialogami rodem z bajki dla dzieci, śmieszy jak mało co.

Obok tej czarnej komedii mamy, owszem, znakomite walory produkcyjne. I wielka szkoda, że tak wielu graczy się na nie nabrało. Szkoda dla gier w ogóle, bo do twórców poszedł wyraźny sygnał, że dziesięciogodzinny symulator wybuchów, stękania i head boba to przepis na hit.

Tomb Raider to taki Hobbit Jacksona wśród gier. To scena z Legolasem skaczącym po spadających kamieniach, przeniesiona na komputer lub konsolę. Oglądasz, zwracasz uwagę na fajne efekty, ale w głębi duszy jako fan czujesz, że ktoś cię próbuje wkręcić w fałszywy wniosek. Jako widza. Jako gracza.

To tyle na dziś. Niebawem kolejne topki.

Share this Story
  • http://www.lekturaobowiazkowa.pl/ Marcin Tomaszewski

    Jestem w stanie zgodzić się z wszystkim oprócz X-Com. Wynika to z tego, że nie patrzę na niego jako na remake. Wręcz przeciwnie. Dla mnie to po prostu kolejna gra w uniwersum X-Com/UFO i tyle. Fakt, że nie ma klimatu zaszczucia jak w przypadku Enemy Unknown, czy nawet Terror from the Deep. Tylko, że przereklamowanie w tym wypadku wypada chyba z oczekiwań fanów starego UFO. Na szczęście ja nie miałem żadnych. Ba, myślałem, że wyjdzie kaszana, a ostatecznie nie mogę odmówić temu tytułowi tego, że nie bawię się przy nim świetnie. Bawię się i cierpiałem na chorobę jeszcze jednej misji :) Komiksowa grafika w sumie odpowiada grafice starego UFO, przecież tam też wyglądało to jak z komiksów – przypomnijmy sobie choćby animowane intro.

    • http://grotatnik.pl/ Kamil Szkup

      Myślę, że podobny problem jest z Dragon Age: Origins – ta gra nie podobała się ludziom ze względu na liczne obiecanki i porównywanie jej do Baldur’s Gate, a ja po Neverwinterach (dwójka była jeszcze jak cię mogę, ale pierwsza część zupełnie mi nie podeszła) przestałem wyczekiwać duchowego spadkobiercy BG (sporo osób chce teraz koniecznie widzieć tego duchowego spadkobiercę w Pillars of Eternity i ta porównawcza retoryka przestaje mieć jakiś większy sens).

      Zgadzam się z tym, że DA:O może grom z serii BG co najwyżej buty czyścić (bo na Baldurach zjadłem zęby i nie wierzę, by cokolwiek mogło zburzyć siłę mojego sentymentu), ale bardzo dobrze bawiłem się przy tej produkcji i doceniałem relatywnie dobry setting, wymagający i sprawiedliwy system walki, klimatyczne i zróżnicowane lokacje, niezłą muzykę. Teraz ciężko o tej grze rozprawiać, ale w chwili premiery oprawa urzekała i spędziłem z tym tytułem bite dwa tygodnie wieczór w wieczór. Okay, pamiętam kuriozalne upapranie krwią po walce z szczurami i niektóre drętwe dialogi, ale sama historia w skali szkolnej zasługuje wg mnie na mocną czwórkę z plusem. ;)

    • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

      O, to to! X-Com to zupełnie inna gra, a dałem się wciągnął. Przesiedziałem nad nią niejedną noc, co nie zdarzyło mi się nawet przy FIFA15 (a grałem sporo). Więc ostrzegawczo pogrożę paluszkiem, a poza tym zgoda.

  • http://spece.it/ Piotr Berent

    Generalnie się zgadzam, poza TLoU :)

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      TLoU jest żelaznym faworytem tego typu wątków na zachodnich forach, jak sprawdzałem. Razem z GTA IV, w które nie grałem. :)

  • http://twitter.com/CascadJazz Cascad

    tu powinno być: miejsca 1-3 gry blizzarda, miejsca 4-6 gry bioware, miejsce 7-9 trylogia Uncharted

  • http://srogo.me/ Michał Nierebiński

    Wystarczyłoby, żeby WoD miał lepszy endgame i inaczej byś piał!