Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

Mana Break: Grand Tournament w Hearthstone. To już kiedyś było, czyli skąd ten pomysł?

Mana Break: Grand Tournament w Hearthstone. To już kiedyś było, czyli skąd ten pomysł?

Wszystkich wielbicieli Hearthstone’a z pewnością ucieszyło wczorajsze, późnowieczorne ogłoszenie nowego dodatku do blizzardowej karcianki. To drugie jej rozszerzenie, mimo że dla niektórych – uwzględniając przygody w Blackrock Mountain i Naxxramas, już czwarte. Zależy jak liczyć.

Tym razem padło na inspirację formułą turnieju rycerskiego. Sceneria ta nie wzięła się znikąd. Nie jest może tak legendarna jak głębiny Czarnej Góry i forteca Kel’Thuzada, niemniej jednak nie pojawia się po raz pierwszy w realiach warcraftowych i została zaczerpnięta z, jakżeby inaczej, WoW-a.

Tym, którzy jej nie znają i nie wiedzą, skąd ten pomysł, chciałbym jego historię przybliżyć.

Sprawa jest o tyle zabawna, że w oryginale Argent Tournament stanowił content, który można by określić jako jeden z… najbardziej krytycznie przyjętych w całej historii World of Warcraft. Pojawił się w grze w patchu 3.2 (sierpień 2009), jako druga duża aktualizacja we Wrath of the Lich King. Blizzard zaserwował w nim formułę turnieju rycerskiego i stworzył lokację, w której owe zawody miały miejsce.

Fabularnie rozwiązano to w ten sposób, że krucjata przeciwko Królowi Liszowi potrzebowała bohaterów, w związku z czym w tak zwanym międzyczasie starć z armią nieumarłych, nasi przyjaciele zbudowali park rozrywki niemalże w samym sercu wrogiego terytorium i, jakby tego było mało, zaczęto tam sprowadzać zwierzynę, stawiać kolejne namioty i rozkręcać biznes.

Arthas mógł sobie oglądać to widowisko niemalże przez lornetkę z Icecrown Citadel, ale nie przeszkodziło to wesołemu lunaparkowi w rozwinięciu skrzydeł.

at1

Idea już na starcie była więc, delikatnie mówiąc, naciągana, lecz samą zawartość patcha, czyli rajd, loch i nowa mechanika rycerskiej walki na kopie, należało określić jako… całkiem niezłą. Skąd więc krytyka?

Pech polegał na tym, że Argent Tournament pojawił się po jednym z najlepszych patchy w historii gry (Ulduarze), a tuż przed inną, wielką aktualizacją, która umożliwiła graczom inwazję na cytadelę Króla Lisza. W związku z tym gracze potraktowali turniej jako przejaw minimalizmu i mało ambitną zawartość, którą upchano w grze na siłę. Niemożebnie oberwało się instancji rajdowej, której akcja rozgrywała się w… jednym pomieszczeniu. Raziło to kontrastem w sytuacji, gdy dopiero co gracze przedzierali się przez olbrzymi Ulduar, przez wielu uznawany za najlepszy rajd w historii gry.

Ale cóż, wtedy patrzyło się na całą sprawę z zupełnie innej perspektywy. Dziś można powiedzieć, że turniejowi oberwało się trochę niezasłużenie.

Miejsce było barwne. To właśnie z pierwotnego Argent Tournament pochodzi Lord Jarraxus, którego być może kojarzycie z Hearthstone – postać ta stała się przedmiotem niezliczonej ilości żartów i hektolitrów beki wśród sympatyków Warcrafta.

A wszystko stąd, że przed walką z nim gracze oglądali długą sekwencję, w której zabawny gnom próbował przywołać demona, co mu się udawało. Chwilę potem Jarraxus zabijał swojego niedoszłego pana.

Scena (i teksty Jarraxusa) przeszła go legendy gry. Stanowi klasyczny przykład jaj robionych sobie w uniwersum Warcrafta z gnomów. W wielu gildiach żartowano, że cotygodniowe poświęcenie gnoma to ofiara, która ma zapewnić pomyślność podczas walk rajdowych. Pasuje jak ulał do znanego Wam być może terminu „gnome sacrifice”.

Podsumowując, oryginalny Argent Tournament to więc stosunkowo nieduża zawartość, ale dużo emocji z tym związanych. Hearthstone’owa inspiracja raczej źle kojarzącym się patchem stanowi pewną niespodziankę, lecz, rzecz jasna, tyle lat później mało który gracz Blizzardowi to wytknie, a poza tym w jego karciankę grają dziś rzesze ludzi, którzy nigdy nie postawili stopy awatarem w Azeroth.

Znajcie więc swoją historię. Jeśli po wczorajszym ogłoszeniu kołatało Wam się w głowie, skąd ten pomysł, to… właśnie stąd. :)

Share this Story