Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

ManaBreak: Czy gra klasy Baldur’s Gate jest dziś niemożliwa?

ManaBreak: Czy gra klasy Baldur’s Gate jest dziś niemożliwa?

Filary eternitu hulają już na rynku od kilkunastu dni. Zdążyli je już nawet mocno przecenić, co – mam nadzieję – o niczym niepokojącym nie świadczy. W wielu komentarzach odnośnie gry pojawia się odwołanie do Baldur’s Gate. Odniesienia te widać zwykle w dwóch typach wypowiedzi graczy, które są bardzo popularne. Fiks w tym, że są również przeciwstawne.

Popularna reakcja na PoE, typ nr 1: Wow, czuję się jak za starych czasów Baldursgejta!
Popularna reakcja na PoE, typ nr 2: Nooo, fajna gra i w ogóle, ale Baldur to był Baldur i kolejnego Baldura nie będzie.

Chciałbym skupić się na typie nr 2 i postawić proste pytanie: dlaczego tak uważacie? Dlaczego nie mamy co liczyć na grę klasy Baldura?

Już widzę te ręce w górze i już słyszę wołające głosy tych, którzy pragną odwołać się do argumentu tzw. nostalgii. Jest to argument, z którym mega ciężko polemizować z dwóch powodów. Po pierwsze: zawiera ziarnko prawdy. Po drugie: z nim to trochę tak, jak z rozmową o religii. Koniec końców wszystko sprowadza się do nienaukowego przekonania, że świat wygląda tak, a nie inaczej. Czucie i wiara, zamiast szkiełka i oka. Idąc tym tropem, chcemy nowego Baldura, ale go nie uświadczymy, bo ulegamy nostalgii. A ulegamy nostalgii, bo… ulegamy nostalgii; tak po prostu jest.

Tymczasem nikt nie próbuje odpowiedzieć na pytanie postawione z nieco innej strony: czy aby wszystkie warunki, by zwalić na nostalgię, zostały spełnione? Dlaczego właściwie nie mielibyśmy dostać gry pokroju BG? Pamiętajmy, że warunkiem sina que non jest… gra pokroju BG. Pillarsy taką grą nie są. Sorry, no. To piękny tytuł, dający duże nadzieje na renesans gatunku, ale czy to produkcja, w której wszystko co trzeba wykonano na poziomie zbliżonym do BG? Przecież to jest główny warunek.

Pomimo niewątpliwej wysokiej jakości Pillarsów, łatwo wskazać tu kilka rzeczy, które stanowiły niesamowitą siłę klasyka o dziecięciu Bhaala i przekładały się na smaczki, a które w PoE najzwyczajniej odstają poziomem bądź ich w ogóle nie ma. Świat nie żyje aż tak bardzo. Gracz bywa prowadzony za rączkę. Dubbingu nie uświadczysz. Brakuje romansów. I tak można by jeszcze…

Także wiecie, dopiero produkcja zbliżona do BG i jej ewentualny fail pozwolą na wysnucie wniosku, że nie ma bata, nie uda się, a gra klasy BG jest w dzisiejszych czasach niemożliwa. Nostalgia to niewątpliwie ważny czynnik, ale zanim zwalimy na nią wszystko, co nie pozwala nam liczyć na podobnego poziomu grę w drugiej dekadzie 21 wieku, zastanówmy się, czy przyczyna tego braku nadziei nie jest znacznie bardziej prozaiczna. Brakuje gry.

Share this Story
  • http://grotatnik.pl/ Kamil Szkup

    Należę chyba do typu nr 3: Wow, potrafię się wczuć i gra mi się bardzo podoba… tak, zjadłem zęby w czasie obcowania z sagą BG, ale odstawiam te wspomnienia na bok, bo urodziła mnie Marylin Monroe, wychował Andy Warhol i pogodziłem się z tym, że nigdy nie będzie już drugiego Picassa. ;)