Wojtek Bieroński

Lubię spożywać kulturę. Kolekcjonuję słuchawki. Jestem fanem storytellingu.

W przeciwieństwie do bloga Outland, na którym opowiadam o światach wirtualnych nie tylko graczom, "Manę czy herbatę?" stworzyłem, by pisać o grach z punktu widzenia nerda. Nie przedstawiam i nie recenzuję żadnej gry. Blog adresuję do tych, którzy już ją znają. Celem rozkmina na tematy małe i duże. Nieważne i przełomowe.

Piszę dosyć rzadko. Nie śpieszę się z recką na dzień premiery. Wolę napisać "when it's ready". Leniwie jak przy porannej herbacie. Blogiem w takim "przedpołudniowym" klimacie jest właśnie "Mana czy herbata?".

Critical Hit na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie. Garść przemyśleń „po”

Critical Hit na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie. Garść przemyśleń „po”

Z koncertami muzyki z gier video są dwa problemy.

Po pierwsze, muzyka ta jest wrażliwa na kontekst emocjonalny. Dla większości z nas słuchanie dobrego soundtracku growego wiąże się z nawiązaniem do osobistych przeżyć z gry, podróżą do miło spędzonych chwil, otwarciem zaworu nostalgii. Myślę więc, że bardzo duża grupa ludzi idzie na koncert muzyki growej z myślą, by poczuć te emocje raz jeszcze. Choćby w namiastce, jaką daje sam dźwięk.

Zakończony kilka godzin temu koncert Critical Hit niespecjalnie postawił to sobie za cel. Był to bowiem występ zespołu de facto grającego fusion tudzież instrumentalną odmianę rocka progresywnego. Klimacenia widz za wiele nie uświadczył. Muzycy postawili na improwizacje.

Taka konwencja? A i owszem. Ale i pytanie, na ile taka forma w wypadku muzyki z gier jest dobra.

Od kilku osób po koncercie usłyszałem, że najlepszym jego momentem był temat ze Skyrima. Dlaczego? Właśnie dlatego, że odtworzono go z interpretacyjną swobodą, ale i głębokim ukłonem dla „wyjściowego” klimatu tego utworu. Starano się oddać atmosferę gry i kompozycji. Słuchając jej, miałem przed oczami smagane wiatrem uliczki Whiterun. W wypadku sporej części playlisty tego efektu po prostu być nie mogło, bo zespół czuł się jak na festiwalu jazz rocka w Wisconsin.

Drugi problem, o którym chciałbym wspomnieć, to adaptacja kulturowa. Grupa Critical Hit po raz pierwszy wystąpiła poza granicami USA, toteż koncert w Krakowie stanowił dobry dowód tego, jak miejsce grania muzyki z gier zmienia jej odbiór. Podam kilka przykładów. Halo 3 jest znaną grą, ale jej status w Polsce dalece odbiega od tego ze Stanów. Kingdom Hearts… niejeden słuchacz koncertu o tym pewnie słyszał, ale… ze słyszenia. Zaserwowano również temat z Mario Bros 2, być może kultowy za Oceanem. W Polsce jednak gracze nucą temat z “jedynki”.

Powyższe dwa zagadnienia pokazują, jak bardzo trudną rzeczą jest zrobienie koncertu muzyki z gier, którego odbiór dogłębnie się poczuje i w którego przestrzeń nostalgii łatwo się zanurzy.

20150527_212830Na szczęście tam, gdzie kończą się problemy, zaczynają się możliwości. O potencjale całej idei, jaką jest słuchanie muzyki z gier na żywo, świadczy poziom zainteresowania występem Critical Hit. Sądzę, że organizatorzy trochę żałują, iż występ ten odbył się w Kinie Kijów. Tauron Areny by pewnie nie zapełnił, ale salę dwukrotnie większą od dzisiejszej bez problemu, biorąc pod uwagę, jak błyskawicznie wyprzedały się wejściówki.

Po kameralnym koncercie z ubiegłego roku, muzyka z gier na Festiwalu Muzyki Filmowej stawia zatem kolejny krok i – stosując terminologię grową – w tym roku skoczyła o level wyżej. Co dalej?

Głównym pytaniem pozostaje, czy koncerty tego typu dalej powinny być przekrojowe i bezpieczne na zasadzie “dla każdego coś miłego”, czy też uwaga powinna się skupić na odtworzeniu klimatu gier i kroku w kierunku nieco bardziej zawężonego grona odbiorców (np. miłośników RPG, których tematy z Sonica czy Metal Gear Solid niespecjalnie pewnie interesują).

Poniekąd wracam zatem do początkowego pytania: czy ludzie chodzą na koncerty muzyki z gier dla klimatu tych gier? I czego my jako słuchacze oczekujemy po występach tego typu?

Póki co, w Krakowie wystąpił zespół świetnie przygotowany, mistrzowski technicznie, ale z racji tego, co powyżej, zagrał koncert odrobinę zbyt wirtuozerski, w którym troszkę brakło emocji charakterystycznych dla gier oraz ich atmosfery.

Share this Story
  • Ark

    Dla mnie organizatorom chodziło jednak bardziej o prestiż – świetni
    muzycy (TIna Guo!), renomowany zespół (w Stanach), pierwszy koncert
    grupy za granicą. To wszytko dobrze wygląda dla KBF-u i potencjalnych
    sponsorów. Chyba wciąż boją się zainwestować w coś bardziej
    spektakularnego (kolejny Distant Worlds? Video Games Live? jakiś
    odpowiednik Play! A Video Games Concert? coś z supermocnego repertuaru
    koncertów Thomasa Boeckera?) i tutaj w ogóle im się nie dziwię (naprawdę
    trudno o jakąś uniwersalną setlistę, a dogadywanie praw autorskich to
    koszmar). Z drugiej natomiast ostrożnie badają rynek, rok w rok
    wcielając muzykę z gier do swojego repertuaru – co się chwali. Setlisty
    lepiej skrojonej do lokalnych potrzeb oczekiwałbym od krakowskiego
    Multiplayer Ensemble, ale po zeszłorocznym koncercie jak dotąd milczą.

    Pst, a w ogóle to http://graczesluchacze.pl/ ;)

    • http://www.bieronski.pl/ Wojtek Bieroński

      To, że udało się ich sprowadzić, jest dużym sukcesem i krokiem do przodu. A sprzedaż biletów jeszcze większym. Także dobrze się stało, że zobaczyliśmy Critical Hit na FMF. Czekam tylko na koncert muzyki z gier, który nie będzie „wariacją na temat”.

      • Ark

        Na dobrą sprawę wszystkie koncerty muzyki z gier to „wariacje na temat”, ale rozumiem, że chodzi o wiernie (a przynajmniej wierniejsze niż CH) odwzorowanie melodii, tempa i do pewnego stopnia instrumentarium :)

        W Polsce z takich bardziej prawdopodobnych, lekkich i przyjemnych miszmaszów to warto czekać na Game On Music (muzyka z gier na 15-osobowy zespół, coś jak CH tylko bliżej muzyki klasycznej), Video Games Superheroes (muzyka z gier plus kreskówki), a jeśli w grę wchodzi wyjazd do sąsiadów to chyba gra gdzieś w okolicy Video Games Live. Z wagi ciężkiej polecam choćby to http://graczesluchacze.pl/final-symphony-powraca-przyszly/